IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Cmentarz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Admin

avatar

Liczba postów : 67

Dodatkowe Informacje
Krzepa:
Sprawność:
Umysł:

PisanieTemat: Cmentarz   Sro Lip 13, 2016 6:19 pm

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://saovine.forumpolish.com
Nico
Samotnik
Samotnik
avatar

Liczba postów : 41

Dodatkowe Informacje
Krzepa: 2
Sprawność: 4
Umysł: 4

PisanieTemat: Re: Cmentarz   Nie Lip 24, 2016 7:43 pm

Wszystko ma swój początek i koniec. Każde stworzenie rodzi się, a następnie rozwija, zgrabnie przechodząc przez kolejne etapy życia, by ostatecznie zwieńczyć podróż mogiłą, którą zainteresowani będą oglądać, lub nie. Nie ma dnia, w którym kolejne istnienia nie rozsypywałyby się w proch, w którym rodziny nie pogrążałyby się w żałobie, w którym Ci pozbawieni empatii najbardziej przejmowaliby się swoim, a nie cudzym losem. Niektórym wydaje się to egoistyczne, jednak czy naprawdę warto ronić łzę za każde życie? Branie na barki problemów i smutków świata wyłącznie by nas przygniotło i w ten sposób uniemożliwiło walkę w osobistymi demonami.
Wzdychając bezgłośnie, Nicolas uniósł łeb, aby rozejrzeć się po okolicy. Ciemne oczy w kolorze czekolady przypatrywały się kolejnym obiektom, zapamiętując ich kształt oraz położenie, jakby tego rodzaju informację były mu potrzebne w przyszłości.
Majaczące na horyzoncie nagrobki przykuły uwagę mieszańca na tyle, że bez większego namysłu ruszył bezpośrednio w ich stronę. Przy pierwszych grobach zatrzymywał się, by z zainteresowaniem odczytywać co wyraźniejsze fragmenty epitafium. Nigdy nie rozumiał potrzeby grawerowania w kamieniu słów, które swą mądrością niespecjalnie ułatwią zmarłemu funkcjonowanie po drugiej stronie. Zdecydowanie lepszą pomocą było kultywowane przez Greków ułożenie na oczach zmarłego dwóch monet, które rzekomo mają służyć do zapłacenia Charonowi, aby pomógł im przedostać się przez Styks. To również nie było rozwiązanie idealne, ale ideały nie istnieją.
Dumając, Nico przeskoczył jeden z bardziej zniszczonych grobów, zaraz sadowiąc się po jego drugiej stronie. Czerpał garściami z samotności, którą ofiarowywał cmentarz, zbyt pewien tego, że owa może szybko minąć. Z zadowoleniem skrył ciemnie oczy za powiekami i zatopił się w cichej symfonii dźwięków, które dostarczał wiatr.

_________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Will
Świeża Krew
Świeża Krew
avatar

Liczba postów : 31

Dodatkowe Informacje
Krzepa: 3
Sprawność: 3
Umysł: 4

PisanieTemat: Re: Cmentarz   Nie Lip 24, 2016 8:16 pm

Cmentarz był miejscem, które bardzo mocno kojarzyło mu się z przeszłością - często zbyt mocno. Jednak lubił poczuć ten psychiczny, wyrazisty ból, który przeszywał jego zmęczony umysł za każdym razem, gdy tylko próbował przywołać obrazy z minionych lat. Może to był jedyny, bądź też najpewniejszy sposób na to, aby poczuć się naprawdę żywym. Czucie, czucie bólu, czucie czegokolwiek to dobra oznaka. Jeszcze nie zwariował do końca, ziemia po której chodził nie była tylko zbyt rzeczywistą halucynacją. A zmory lubiły łapać go za gardło, prawie je miażdżąc, odbierać mu wolną wolę i szeptać do ucha pełne jadu słowa. Mógłby się przyzwyczaić, nazwać to codziennością, a każde nowe zderzenie z ziemią porównać z rutyną i czymś, co musi być, aby zachować stabilność. Ale nie chciał. Bo to oznaczałoby, że już do końca traci resztki siebie. Lepiej później, później.
Cmentarz kojarzył mu się też z przyszłością, niedaleką. Często przyłapywał się na myśleniu o śmierci, w głowie pojawiały się nawet różne możliwe drogi do niej, aby zaoszczędzić sobie wyczekiwania i niepewności. Ale trzymał się życia - nawet jeśli nie było ono dobre - bo chciał wyprostować wszystkie niedokończone sprawy i raz na zawsze zamknąć nieustannie obracający się krąg. Bez tego nie mógłby odejść. Może nawet nigdy nie potrafiłby zasmakować spokoju.
Groby były we mgle, jednak nie wiedział czy to jego ślepia naginają obraz, czy też jest to coś naturalnego, co było i co widzi każdy. Chwiejnie, ale mimo to pewnie, szedł przed siebie, z łbem zawieszonym tuż nad ziemią, jakby nie miał siły go unieść. I jego postawa mogłaby wskazywać na słabiznę, ale on nie był słaby, nie - silny, zdeterminowany jak nigdy.
Kiedy w końcu uniósł głowę, a jego spojrzenie zaczęło szybko krążyć po otoczeniu, dostrzegł przy jednym z nagrobków postać. Jarzące się tęczówki zawiesiły się na młodym samcu, próbując natychmiastowo ocenić jego stan.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nico
Samotnik
Samotnik
avatar

Liczba postów : 41

Dodatkowe Informacje
Krzepa: 2
Sprawność: 4
Umysł: 4

PisanieTemat: Re: Cmentarz   Nie Lip 24, 2016 8:52 pm

Dryfował świadomością w przestrzeni, która nie była do końca rzeczywistością, jednak nie przeistoczyła się również w sen. Odbierał skierowane w jego stronę zewnętrzne bodźce i nawet reagował nań poruszeniem ucha, czy też nieznacznym, krótkim skrzywieniem ciemnych warg. Mógł ignorować pewne dźwięki, usilnie starać się je zagłuszać, jednak rozdzielenie koncentracji na dwie czynności doprowadziłaby wyłącznie do poniesienia porażki w obydwu.
Powstrzymał cisnące się na wargi westchnienie i powoli, jakby niechętnie, uniósł powieki. Znajdował się przed nim mur z szarej, kruszącej się cegły, który bez większej trudności mógłby przeskoczyć. Ziemie u jego stóp porosły różnorakie chwasty oraz pożółkła, niemalże spłaszczona resztka trawy. To miejsce, ten cmentarz możliwe, że był kiedyś zadbany i odwiedzany przez tych, którzy odczuwają potrzebę uhonorowania zmarłych swoją obecnością. Obecnie nie było to nic więcej niż kolejna ruina na płaszczyźnie świata, która z czasem - tak jak i pochowane w ziemi ciała - obróci się w proch i zniknie.
Z jakiegoś powodu ów myśl zasmuciła Nicolasa. Według niego o podobne miejsca należy dbać, należy je pielęgnować, a nie bezmyślnie pozwalać na to, aby natura wyciągnęła po nie swoje chciwe szpony. Może i miała do tego prawa, jednak nie gorsi byli Ci, którzy pochowali tu matki, ojców, a nawet i całe rodziny.
Poruszył się nieznacznie na swoim miejscu, obracając ciało w taki sposób, aby nie siedzieć do niego tyłem, a bokiem. Zerknął jeszcze raz na chaszcze, następnie na grób, a potem znów na chaszcze i znów na grób. Przyglądając się poznaczonej pęknięciami nagrobnej płycie, kątem oka dostrzegł zarys czyjeś sylwetki. Nieznajomy znajdował się zbyt daleko, aby w pełni ocenić jego kształty, a jednocześnie był na tyle blisko, iż Nico poczuł wspinający się po kręgosłupie niepokój. Nigdy nie był dobry w kontaktach towarzyskich - prawdę mówiąc unikał ich jak ognia - i wątpił, by w ostatnim czasie coś się w tej kwestii zmieniło. Nie chcąc sprowokować obcego, wlepił spojrzenie w mogiłę, jakby zastanawiał się, czy samemu się w niej nie zakopać.

_________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Will
Świeża Krew
Świeża Krew
avatar

Liczba postów : 31

Dodatkowe Informacje
Krzepa: 3
Sprawność: 3
Umysł: 4

PisanieTemat: Re: Cmentarz   Pon Lip 25, 2016 6:00 pm

Byli tylko oni dwaj i ta przyjemna, niezmącona cisza. Cudowna w swojej prostocie. Dla wielu mogłaby być niezręczna, przecież gwar jest czymś niezwykle powszechnym. Ale nie dla Willa - on miał dość nieustannych wrzasków, które coraz częściej pojawiały się w jego głowie - i wokół niego - wszędzie. Kojarzył głosy, łączył wymieszane szepty w spójną całość. Czasem wiatr niósł cichą pieśń, dobrze mu znaną. Zastanawiał się jak bardzo chory musi być jego umysł. Były momenty, kiedy całkowicie zapominał, że wszystko jest tylko zwykłą halucynacją i wtedy dał się temu porwać, ufając, że będzie jak dawniej. Jednak na ogół zachowywał świadomość - i chwała za to. Wiedział o tym, jak bardzo zdeformowany stał się jego organizm, jego życie. Starał się stwarzać pozory normalnego; coraz rzadziej co prawda, ale starał. Bo chciał akceptacji i to nie dla samego towarzystwa. Wyrzutki nie żyły zbyt długo, bo nie miały nikogo, kto byłby w stanie im pomóc, choć w drobnej mierze. Dlatego cisza była dobra. Prawie zawsze.
Poczuł krew na języku, co zdekoncentrowało go na moment. Przyzwyczaił się do jej smaku, choć nadal skutecznie mu przeszkadzała. Sprawiała, że czuł się dużo gorzej. Psychicznie. Ciągle przypominała mu o kruchości tego co posiadał. A posiadał niewiele. Na tyle mało, aby określać to niczym, ale nawet nic pragnął mieć tylko dla siebie. Chociaż być może już nie mógł tego stracić.
Obserwował bordera dokładnie, starając się wyłapać każdy drobny gest. Widział, że spokój, to coś co cenił sobie samiec, dlatego zrezygnował z podejścia bliżej czy nawiązania rozmowy. Nie potrzebował słów. Westchnął jedynie, kładąc swoje marne cielsko na podłożu i przymykając delikatnie oczy - ale słuchał, bardzo uważnie, bo na wzrok nie miał co liczyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nico
Samotnik
Samotnik
avatar

Liczba postów : 41

Dodatkowe Informacje
Krzepa: 2
Sprawność: 4
Umysł: 4

PisanieTemat: Re: Cmentarz   Pon Lip 25, 2016 7:04 pm

Wahał się, czując z jednej strony jak psyche naciska, aby uciekał, pierzchnął w bezpieczną czerń drzew. Z drugiej strony miał potrzebę otworzyć do kogoś pysk, wyzbyć się irytującej suchości, która zawładnęła wnętrzem gardzieli i przez to zniechęciła Di Angelo do wydania z siebie czegoś więcej niż mierne pomruki i westchnienia. Doskonale zdawał sobie sprawę, iż nie jest materiałem na rozmówcę - i to nie tylko dlatego, że jego zdolności oratorskie stały na niskim poziomie. Nie potrafił dobierać słów, a jeśli szczęściem jakieś znalazł to bał się, iż okażą się nieodpowiednie, obraźliwe, a w najgorszym przypadku po prostu go ośmieszą. Może i wytworzył naokoło siebie jakiś prototyp skorupy, która chroniła go przed docinkami i wzgardliwymi spojrzeniami, jednak na dłuższą metę nie była to obrona idealna. Przejściowy stan, coś nad czym chce popracować, a na co nigdy nie ma czasu.
Zatopiwszy zęby w dolnej wardze, krótką chwilę bezmyślnie grzebał łapą w ziemi, poszukując w martwej glebie... właściwie sam nie wiedział czego. Tego rodzaju odruch był niczym uwypuklony tik nerwowy, który zakorzenił się w zachowaniu Nicolasa i ani myślał wyprowadzić się w najbliższym czasie. Bardzo prawdopodobne, że gdyby był odpowiednio zdeterminowany to przekopałby się na drugą stronę kuli ziemskiej. A przynajmniej tak to sobie wyobrażał, bo przecież nie było to fizycznie wykonalne.
Choć od dłuższego czasu nie czuł na sobie świdrującego wzroku nieznajomego, to nadal czuł się w jakiś sposób obserwowany. Zebrawszy w sobie trochę odwagi, uniósł głowę i pozwolił brązowym oczom odnaleźć sylwetkę obcego. Ułożył się tam gdzie stanął, czyli w dostatecznej odległości od Nico, aby nie naruszyć jego przestrzeni osobistej. Leżąc nieruchomo nie wydawał się tak przerażając, wydawał się wręcz...melancholijny? To nie było to słowo, którym Nico chciał opisać nieznajomego, niemniej było pierwszym jakie przyszło mu na myśl.
Poświęcając kilka minut na ostateczną decyzję, kundel uniósł cielesność na wyżyny łap i stawiając powolne, ostrożne kroki, zmniejszył odległość dzielącą go od obcego. Gdy był wystarczająco blisko by się przyjrzeć, wstrzymał mechanizm łap. Chrząknął cicho na rozruszanie gardła i powiedział:
- Dzień dobry...? - zabrzmiało to bardziej jak pytanie, a przy tym było tak ciche, że łatwo można było pomylić to z odgłosem wiatru. Powinien spróbować głośniej? A jeśli pies poszedł spać,a podniesiony głos niepotrzebne go obudzi?
Przystępując z łapy na łapę, Nico pozwolił sobie na pobieżne oględziny samca. Był starszy i zdecydowanie większy od niego. Sierść w kilku miejscach miał w zdecydowanie gorszym stanie niż przystało na dobrze odżywiającego się osobnika. Może był chory? A co jeśli poczuje się zagrożony obecnością Nicolasa i postanowi go zaatakować? Szybkie spojrzenie w kierunku przytroczonego do łapy sztyletu nieco go uspokoiło, jednak zdecydował się poświęcić dużo więcej uwagi ruchom wykonywanym przez psa.

_________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Will
Świeża Krew
Świeża Krew
avatar

Liczba postów : 31

Dodatkowe Informacje
Krzepa: 3
Sprawność: 3
Umysł: 4

PisanieTemat: Re: Cmentarz   Wto Lip 26, 2016 9:48 am

Kiedy tak leżał, mając oczy szczelnie zamknięte, pozwolił sobie odbiec myślami do czasów, które bez wątpienia mógłby nazwać tymi najlepszymi. Próbował w jakiś sposób wyciągnąć z wspomnień to co najbardziej istotne i przeżyć to jeszcze raz – dla spokoju, wiedzy, że kiedyś rzeczywiście było inaczej; i, że on wtedy oddychał, tak samo prawdziwie jak teraz. Choć jego umysł znacznie utrudniał mu rozpamiętywanie; nie poddawał się. Mimo tych bolesnych luk w pamięci (przeszłość, wszystkie jej elementy, to jedyna rzecz, która mu tak naprawdę została) starał się odkopać z mgły otępienia każde dobre słowo, gest, dzień, który kiedyś zobaczył. Większość z nas nie chce wracać do tego co było, woli trwale zapomnieć i żyć tym co jest tu i teraz, ale nie Will.  Bo wiedział, że oni wszyscy bardzo się mylą – przyjdą czasy gorsze, dużo gorsze, a wtedy każdy zechce cofnąć czas, aby znów zasmakować szczęścia, jednak wtedy będzie już za późno. Ale normalne jest to, że docenia się coś, tylko wtedy, gdy się to straci.
Usłyszał niepewne kroki, cichy szelest wyschniętej trawy – wiedział, że tak chodzi ktoś wątpiący w słuszność swoich czynów. Nie tyle przestraszony co niezwykle uważny; czujny, jakby podążał przez pole minowe, a każda zła decyzja oznaczała pewną śmierć. Jednak Will nie był bombą  - w żadnym wypadku nie zamierzał skrzywdzić bez powodu kogoś, kto nie skrzywdził jego. Ta umiejętność samokontroli i odróżniania ofiary od potencjalnego sojusznika, dobra od zła, jeszcze nie zanikła w nim całkowicie. Ale to tylko kwestia czasu, bo wszystko przemija; szczególnie teraz, szczególnie w nim.
Otworzył oczy i powoli podniósł się do pozycji siedzącej, gdy usłyszał cichy szept. Przez chwilę zastanawiał się, czy to nie jest jedynie kolejna z jego halucynacji. Ale border stał nieopodal niego, niezwykle realny. Z bliska wydawał się jeszcze bardziej kruchy niż wydawało się wilczarzowi.
— A zdarzają się jeszcze dobre dni? — wiedział co on by odparł; nie. Takie dni to przeszłość, są jedynie momenty, kiedy łatwiej jest żyć, ale to nie są chwile dobre. Złudne – to odpowiednie słowo. Dają głupią nadzieję, karmią nią masę wygłodniałych istnień. A ona wyżera ich od środka jak jakiś pasożyt, trwale osłabiając umysł jak i ciało. Łatwiej jest nie wierzyć w nic, co nie jest pewne, a pewne zazwyczaj jest naprawdę niewiele.
Podążył wzrokiem za szybkim spojrzeniem samca i dostrzegł sztylet u jego łapy. Uśmiechnął się delikatnie, wręcz niezauważalnie. Teraz każdy próbował jak najlepiej uchronić swoje życie, na wszelaki sposób.  Takie były czasy; niebezpieczne.
—Widzę jak mnie obserwujesz. Nie leży w moim interesie krzywdzenie cię. Gdybym chciał to zrobić, zrobiłbym to już dawno. Myślę, że nie byłoby to zbyt dużym problemem, nawet jeśli jesteś uzbrojony — wskazał pyskiem na ostrze. — Z kim mam przyjemność, jeśli można spytać, hm?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nico
Samotnik
Samotnik
avatar

Liczba postów : 41

Dodatkowe Informacje
Krzepa: 2
Sprawność: 4
Umysł: 4

PisanieTemat: Re: Cmentarz   Sro Lip 27, 2016 10:17 am

W przeciwieństwie do nowo poznanego kompana, Nico nie starał się być więźniem żadnego czasu. Nie oglądał się na przeszłość, która choć krótka, dostarczyła mu już wystarczającą ilość przykrych i traumatycznych wspomnień, bez których egzystencji poradziłby sobie lepiej, jeśli nawet nie krążyłby obecnie po innych terenach. Teraźniejszość była tym czym oddychał, jednak nie starał się doń nie przywiązywać, aby nie wyrobić w sobie zbędnego, emocjonalnego odruchu, który wchodziłby mu w drogę znacznie częściej niźliby sobie tego życzył. Wszelakość nawiązywanych w teraźniejszości kontaktów miała krótki termin przynależności i to - ze wszystkich plusów obecnie mijanego czasu - było tym, co Nicolasa najbardziej satysfakcjonowało. Nie zawracał sobie głowy stanem zdrowia jednostek postronnych, które w terminologii bardziej towarzyskich istnień widniały jako "znajomy" tudzież "przyjaciel". Nie wpychał nosa w ich sprawy, nie wyciągał pomocnej dłoni, gdy właśnie tej odeń oczekiwano. Relacje czysto neutralne ze zwiększonym naciskiem na zimną obojętność. Prócz krótkiej rozmowy, Nico nie wymagał od nieznajomych niczego więcej. Dlatego życzył sobie, aby i oni nie próbowali wyciągać z niego czegokolwiek ponadto.
Przyszłość była dlań zagadką. Czasami pozwalał sobie na twórcze, acz krótkie snucie gdybań odnośnie prawdopodobnych zdarzeń, lub też konsekwencji wynikających z podjętych niedawno decyzji. Nie pozwalał jednak, aby w jakikolwiek sposób go pochłonęły, czy też sprawiły, iż zacznie działać tak, a nie inaczej. Jeśli w przyszłości pisany jest mu taki, a nie inny los - dostosuje się. Prawdopodobnie wielu uznałoby, że zwyczajnie się poddał, jednakże po co marnować siły na coś na co w większości nie ma się wpływu? Oczywiście drobnymi czynnościami można zahamować, lub zniwelować wystąpienie tej czy tamtej sytuacji, ale w ostatecznym rozrachunku koniec okaże się ten sam. Doprawdy niewiele w jego życiu zmieniła by myśl, iż zginie śmiercią bohaterską, a nie tchórza.
Uzyskawszy na pytanie drugie pytanie, Nicolas ze zdumienia uniósł łuki brwiowe. Rzadko natrafiał na takich, którzy odpowiadali inaczej niż półsłówkami czy wulgaryzmami. Z pewnością powinien poczuć się z tej odmiany zadowolony, niemniej pierwej zadumał się nad tym, o co pytał pies.
- Podejrzewam, że tak, jednak my będąc skoncentrowanymi na całym niesionym bólu, niepowodzeniach i poczuciu wewnętrznej beznadziejności nie jesteśmy w stanie odróżniać ich od rutynowych, szarych dni. Dla nas wszystkie dni są takie same, tak samo puste i pozbawione sensu. Czy dzień był dobry, czy zły - to znaczenie traci na wartości. Dzień staje się dniem, kolejną pulą godzin, którą musimy przetrwać, aby móc poświęcić noc na sen, który albo nadejdzie, albo nie.
Było to zdecydowanie najdłuższy monolog jaki Nico wyrzucił z siebie od bardzo dawna. Wyraźnie się zmieszał, nie do końca rozumiejąc skąd wzięła się ta cała bezpośredniość w wyrażaniu własnej opinii. To było krótkie, prawdopodobnie retoryczne pytanie, na które lepiej, aby się nie wypowiadał. Możliwym jest, że nieznajomy rzucał mu w pysk ironią za to głupie przywitanie.
- Znaczny no... Tak mi się wydaję. - Wydukał po chwili, pozwalając by jego głos powrócił do cichego, niewyraźnego brzmienia. Powinien zainwestować w jakieś kursy z pewności siebie, bo inaczej każda jego rozmowa będzie tak wyglądać. Chrząknął cicho, przebierając łapą w ziemi.
- Nico. - przedstawił się, posyłając wilczarzowi jedno, krótkie spojrzenie, nim na nowo począł przyglądać się ziemi. Sztylet przytroczony do jego łapy nie służył do obrony, a bardziej był jak ozdoba. Nicolas nie miał pojęcia jak się nim posługiwać, a jednak nie umiałby go zostawić, czy też oddać. Więc trzymał go, licząc na to, że kiedyś nadejdą dni, w których stanie się czymś przydatnym.
- Nawet nie umiałbym cię zaatakować, nawet jeślibym chciał. - przyznał żałośnie. O tak, Nico, przyznaj się do wszystkich swoich słabości, niech wie jak z ciebie słabeusz.

_________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Will
Świeża Krew
Świeża Krew
avatar

Liczba postów : 31

Dodatkowe Informacje
Krzepa: 3
Sprawność: 3
Umysł: 4

PisanieTemat: Re: Cmentarz   Sro Lip 27, 2016 5:40 pm

Różnili się, może i nie diametralnie, ale jednak dało się zauważyć pewien kontrast. Mogła to być kwestia po prostu odmiennych charakterów, bo jakby nie patrzeć, wszyscy są inni, mają odmienne poglądy. Ale poglądy biorą się zazwyczaj z tego, co dana persona pozostawiła za sobą, co ją dotknęło i jak wiele tego było. Czasem zwykłe sekundy, które są jednak bogate w deszcz zdarzeń, potrafią na dobre zmienić czyjeś myślenie. Nie znał przeszłości bordera i jego samego na tyle, aby wyciągać jakieś wnioski i go oceniać, ba, Will nigdy nie miał w zwyczaju przylepiać do kogoś łatki z opinią, nawet gdy znał tę osobę na tyle dobrze, aby mieć do tego realne prawo. Wiedział – poznał to zresztą na własnym przykładzie – że pod wpływem różnych czynników, często niespodziewanych i gwałtownych, wszyscy mogą podjąć decyzje, które są sprzeczne z ich poglądami. Chwila, impuls, uderzenie adrenaliny. Niekiedy trzeba zareagować na tyle szybko, że nie ma możliwości dokładnego rozmyślania nad tym co chce się uczynić. Wszyscy popełniamy błędy, to przecież tak bardzo normalne.
I choć Will nie znał nowo poznanego psa, to w jakiś sposób znał siebie i wiedział jaka była przyszłość, a jaka jest teraźniejszość, natomiast przyszłości prawie nie znał – wybrał więc, na czym chce się skupić w chwilach słabości, które ogarniały go zbyt często. On nie był więźniem żadnego czasu. Więźniem nie jest ten kto ma prawo do decyzji. W każdej chwili mógł się wycofać i skupić jedynie na tym co jest teraz. Ale przeszłość, choć nie zawsze kolorowa, zawierała znacznie więcej jaskrawych i przyjemnych barw niż dzisiejsze dni. Patrząc na wszystko co przyszło mu przeżyć przez sześć lat miał prawdziwe rozeznanie. I to – to wszystko wokół i  tutaj, było całkowicie inne niż to tam i kiedyś.
Przymknął oczy, czując uciążliwe pulsowanie w skroni. Choć odbieranie bodźców przez Wilczaka było w pewnym stopniu ograniczone – to przez skażenie - to przez po prostu gorszy stan, starał się uważnie słuchać słów bordera, by móc później jakoś na nie odpowiedzieć.
— Nie skupiam się na bólu. Staram się go ignorować. Spycham też w kąt niepowodzenia, lenistwo, wahanie, bo wiem, że mogłoby mnie to wiele kosztować. Jestem skoncentrowany na tym żeby przeżyć, dobrze przeżyć czas, a widzisz… ja nadal nie zauważam dobrych dni. Ale może masz rację. Może jestem zbyt skoncentrowany na beznadziejności tego świata. Prawdopodobnie ja już nie potrafię widzieć dobra — uśmiechnął się delikatnie, ale to był smutny uśmiech — A ty?
Przekręcił pysk delikatnie w bok, zauważając zmieszanie u swojego rozmówcy. I znów widząc przed sobą kruchą, niepewną istotę, odezwał się spokojnie, dając do zrozumienia, że wylewność samca wcale mu nie przeszkadzała, a nawet była przyjemną odmianą.
— Bądź pewny tego co mówisz, albo nie mów w ogóle. Łatwiej jest wpłynąć na niezdecydowaną osobę. Te pewne siebie są oszczędzane. To trudniejszy cel — zrobił krótką pauzę, jakby zastanawiał się nad dalszą odpowiedzią – Mówisz mądrze. Nie musisz milczeć.
Gdy border się przestawił, Will nagle zamarł. Imię psa wwierciło się w jego umysł, pozostawiając chaos. Wywołało reakcję łańcuchową, bardzo silną i niespodziewaną. Przez chwilę stracił ostrość obrazu, a przed jego oczyma pojawiła się niewyraźna sylwetka uśmiechniętego wyżła, później usłyszał ochrypnięty głos, bardzo cichy, dobrze mu znany. Zamrugał kilkakrotnie, chcąc pozbyć się wizji.
Pomogło.
— Nicolas. Znałem kiedyś psa o takim imieniu — odetchnął, starając się uspokoić. Nie dać po sobie poznać, że coś jest nie tak. Wszystko jest w porządku, jak najlepszym porządku.
Skupił się lepiej na towarzyszu, bo bał się, że omamy mogą się powtórzyć.
— Nieważne. Nie mów o tym czego nie umiesz. Niech myślą, że to skuteczna broń, a ty doskonale nią władasz — oblizał pysk — Możesz się nauczyć.
Choć Will zdecydowanie wolał naturalne metody. Kły i pazury. Niezawodne i proste.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nico
Samotnik
Samotnik
avatar

Liczba postów : 41

Dodatkowe Informacje
Krzepa: 2
Sprawność: 4
Umysł: 4

PisanieTemat: Re: Cmentarz   Czw Lip 28, 2016 4:46 pm

Gdyby wszyscy byli podobni – a niektórym marzy się taki świat – to powtarzalność i znudzenie stałyby się najczęściej odczuwalnymi emocjami. Jaki byłby sens prowadzenia rozmów? A znajomości? Na co to komu, jeśli gdzieś pod kopułą grzmiała świadomość prowadzenia konwersacji z idealnym pierwowzorem? Nawet podobieństwo aparycji wywierało pewien niesmak, bo nie wynagradzał go odmienny charakter. Obroślibyśmy w niepohamowaną pychę, dumę i egoizm. Ktoś mógłby spytać: i co w tym złego? A gotów jesteś na wyniszczającą rasę apokalipsę, dupku?
Niewiarygodnie jak cierpki i nieprzyjemny potrafił być we własnej głowie. Tylko tam nie miał potrzeby się ograniczać, jak również hamować języka, który zbyt często pragnął być wykorzystywany w pełni swych możliwości. Nigdy nie potrafił zebrać w sobie tyle odwagi, aby powiedzieć wszystko co chciał powiedzieć. Nie doświadczył możliwości zrzucenia ciężaru z barków. Tak naprawdę kumulował w sobie większość rzeczy, w tym przede wszystkim uczucia i słowa, które potem rozsadzały go od środka. Nie miał w zwyczaju okazywać swojej niestabilności publicznie, dlatego często krył się w tym, czy w tamtym miejscu i starał się „przeczekać”. Miewało to różne konsekwencje, jednak dla Nico liczyło się to, że nie mieszał w swoje problemy innych. Bo przecież zawsze chodziło o innych.
Nieświadomie westchnął, przymykając na moment czekoladowe oczy, jakby pragnął w ten sposób uzyskać jeszcze odrobinę samotności. W stosunku do jego rozmówcy nie było to grzeczne, jednak Nicolas potrzebował od czasu do czasu odpłynąć. Z jakiś powodów niespecjalnie odnajdywał się w rzeczywistym świecie, choć wydawał się równie materialny jak wszystko wokół.
Jeśli miałby się nad tym głębiej zastanowić to odpowiedzią na to, co mu najbardziej nie odpowiada byłoby: czas. Czas w odniesieniu do tego konkretnego wieku, ery. Nie nadążał za szybko posuwającymi się zmianami, nie potrafił zrozumieć psów i innych rozumnych istot, ich motywy i sposoby działania były mu zupełnie obce. Czasami natrafiał na dobrze mu znany archetyp, z którym interakcja nie wydawała się tak sztuczna i wymuszona. Niestety mijało to zbyt szybko, aby się tym nacieszyć.
Otrzymawszy niespodziewane pytanie aż poderwał głowę, najwyraźniej zdezorientowany taką bezpośredniością. Takich, którzy byli zainteresowani tym, co ma do powiedzenia di Angelo dało się policzyć na palcach jednej łapy. O tym właśnie była mowa chwile temu. Nicolas nie rozumiał dlaczego nieznajomy miałby go o cokolwiek pytać. Był nikim. Kolejna osoba pozbawiona twarzy w przemieszczającym się tłumie. Czy było w nim coś co przyciągało uwagę?
- Ja...nigdy nie miałem dobrych dni. - wymamrotał, jakby samo przyznanie się do tego na głos było wielką zbrodnią. - Monotonne, nudne, zwyczajne, szare – owszem. Dobre – nigdy.
Niczego nie zmieniała obecność jego zmarłej siostry, czy dalekiej kuzynki. Obie były wspaniałymi samicami, obie je kochał, jednak żadną nie wiązał nic wartego zapamiętania.
Chyba, że...
Chyba, że...
Nie.
Ten jeden epizod był jedną, wielką pomyłką. Jego pomyłką. Pomyłką, której nigdy sobie nie wybaczy i która będzie dręczyć go w postaci mar sennych tak długo jak to tylko będzie możliwe. Już nawet nie był pewien tego kiedy ostatni raz spał. Spał, a nie letargiczne dryfował przez kolejne sekundy, minuty, godziny. Gdyby był człowiekiem to miałby pod oczami dwa ciemne i wyraźne półksiężyce.
Powstrzymał się przed kolejnymi słowami, wyraźnie rozdarty między tym co powinien, a co chciał powiedzieć.
- Przepraszam. - Wydukał w końcu niezgrabnie. Obcy miał całkowitą racje. Gdyby miast niego napotkał jakiegoś mniej przyjaznego osobnika to bardzo prawdopodobne, że jego słaba wola zostałaby nagięta i wykorzystana w taki sposób, o którym nawet mu się nie śniło. Nawet nie zdawał sobie sprawy w jak wielkim niebezpieczeństwie się znajduję. I to przez nikogo innego jak przez samego siebie. Cudownie, Nico, znów udowodniłeś jak beznadziejny jesteś.
Słysząc swoje imię, imię, które w pełnej krasie wypowiadał tylko on sam, gwałtownie potrząsnął głową. Dla nikogo nie był Nicolasem. Nie mógł być. To... Z tym wiązało się zbyt wiele rzeczy, zbyt wiele zobowiązań, zbyt wiele zaufania.
- Nico. - Powtórzył. - Tylko „Nico”. Jeśli potrzebujesz dłuższej wersji niech będzie Nico di Angelo, ale nie Nicolas. - Postawił szczególny nacisk na ostatnie słowo, wyraźnie spinając skryte pod futrem mięśnie. Nagle poczuł się zestresowany, jak gdyby przez cały czas trwania ich rozmowy ktoś go obserwował, a on zorientował się dopiero w tej chwili. Nie było to przyjemne uczucie. I z całą pewnością niezbyt pożądane.
W kwestii sztyletu nie odezwał się już więcej, najwyraźniej uznając, że powiedział wszystko co było w tym temacie do powiedzenia. Jak miałby udawać, że umie się tym przedmiotem posługiwać? O wiele bardziej prawdopodobna jest wersja, iż w wyniku własnej niezdarności wbiłby go sobie w łapę, a to raczej nie doprowadziłoby do śmierci wrogów. Chyba, że ze śmiechu.

_________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Will
Świeża Krew
Świeża Krew
avatar

Liczba postów : 31

Dodatkowe Informacje
Krzepa: 3
Sprawność: 3
Umysł: 4

PisanieTemat: Re: Cmentarz   Nie Lip 31, 2016 12:17 pm

Will był raczej zamknięty w sobie, odgradzał się od świata i większości napływających zeń uczuć. Sam też bardzo często blokował swoje, nie chcąc ukazywać ich innym – uczuciowość jako taka, była idealnym słabym punktem. Każdy, kto znał twoje emocje, był już w połowie drogi do zręcznej manipulacji. Nauczył się, to po prostu przyszło z czasem – lepiej jest zapobiec upadkowi, bo ilu widząc twoje szczęście, wypełni się zazdrością? Zbyt dużo. Zachowaj wszystko dla siebie, albo dla tych, którym ufasz – a Will nie ufał nikomu. Choć z pewnością póki co można było ufać jemu. Została w nim ta młodzieńcza (nawet jeśli wtedy był z niego grzesznik jakich mało), niepohamowana chęć do niesienia pomocy i heroicznych czynów. Może nie widać tego na pierwszy rzut oka, ale on naprawdę bardzo mocno pragnął szczęścia innych; tylko to wynagradzało mu ten wszechogarniający smutek, który zagościł w jego sercu. Na moment znów był dzieckiem, tak niezwykle radosnym.
Mimo tego pancerza, który na siebie przybrał, zaczynał rozumieć, że nie tędy droga. Był coraz starszy, coraz słabszy i nim się obejrzy, nie będzie mógł funkcjonować samodzielnie. Zostanie sam, umrze sam, a wtedy pożałuje, że nie wpuścił do swojego życia nikogo, kto mógłby po prostu być. Nie wymagał wielu słów i czynów, chodziło o samą podnoszącą na duchu obecność. To dałoby mu minimalną nadzieję i siłę, na podniesienie się z klęczków, wyprostowanie zmęczonego karku i popatrzenie na świat z perspektywy kogoś wygranego; mimo wszystko.
Ale odrzucał to. Nie wiedzieć czemu nadal zapierał się przed tak prostymi relacjami. Tak wiele mógł przez to zyskać, a jednak uparcie odmawiał. Może nie chciał rozczarowania, które z pewnością przyszłoby niejednokrotnie. Za dużo go doświadczył. Albo uważał, że po prostu nie zasługuje na nikogo, na żadne dobro. Nie chciał obarczać innych swoją skrzywioną posturą, bo był tylko pomyłką Stwórcy. Niczym więcej.
Na słowa Nicolasa spochmurniał nieco, będąc nieusatysfakcjonowany odpowiedzią – tylko dlatego, że border był młody i powinien zaznać choć odrobinę szczęścia. Chciał usłyszeć; tak widziałem dobro i wiem jak smakuje radość. Nie. Nie otrzymał tego.
— Żyjemy. Chociaż tyle.
Chociaż nie wiedział jakie to życie było. Tak naprawdę wątpił w jego sens, sens tego wszystkiego co go otaczało, i c h otaczało. Podobno cel jest na końcu każdej drogi, ale mógłby przysiąc, że nie tej. Stąd widać tylko kręte ścieżki i czarne krzyże. Żadnych perspektyw i nadziei, mimo że starał się je dostrzegać. Przez chwilę porzucił rolę ślepca i naprawdę otwarł oczy. Zaglądał w ciemne odmęty chcąc wychwycić światło. Zawiódł się. Jednak powinien się do tego przyzwyczaić – uczucie porażki i beznadziejności towarzyszyło mu już od najmłodszych lat, prawdopodobnie wyssał wraz z mlekiem matki zdolność do upadania na same dno. Szkoda, że nie dostał sposobności, aby nauczyć się podnosić na tyle szybko, by mieć jeszcze jakieś szanse na rehabilitacje – nie, nie połamanych kończyn i pokruszonych kości – psychiki, która była w strzępkach.
— W porządku, Nico. Rozumiem — skinął głową delikatnie — Jestem Will. Tylko Will.
Nie Kenny.
Nie William.
Na pewno nie Willy.
W i l l.
Jakiś głos niesiony z wiatrem przypominał mu, że nie zawsze tak było. Nie powinien się go bać, przecież kiedyś kochał jego wydźwięk tak bardzo, że cisza wydawała mu się okrutną karą. Tym bardziej kochał jego właściciela, tak dobrego i cierpliwego, że aż nierealnego. Chociaż nie mógł przypomnieć sobie żadnych szczegółów, koloru jej oczu i jej uśmiechu, to nadal czuł przyjemny uścisk w sercu. Zarazem ogarnął go ogromny strach, tak bardzo irracjonalny. Jednak ten świst powietrza obok jego ucha nie był czymś dobrym i kojącym. Miał jej głos, ale nie jej słowa.
— Ja… przepraszam. Muszę iść.
Spojrzał na Nico jeszcze jeden raz, po czym odwrócił się i odszedł powolnym krokiem, nie spoglądając w tył ani razu.

[z.t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Cmentarz   

Powrót do góry Go down
 
Cmentarz
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» cmentarz wagańkowski
» Cmentarz (Zniszczony)

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: 
N E U T R A L N E Z I E M I E
 :: Stare Miasto
-
Skocz do: